KURSY CEN aktualizacja co minutę
ZŁOTO
SREBRO
544 544 544
Zamknij
Produkty w koszyku

BRAK PRODUKTÓW W KOSZYKU

Który prezydent USA będzie lepszy dla złota?

Hillary Clinton czy Donald Trump - jutro okaże się, kto zajmie fotel prezydenta USA. Kto ma większe szanse, czy sondaże się potwierdzą i jak wybory wpłyną na ceny złota?

Remis, a nawet zwycięstwo Trumpa – mówią najnowsze sondaże w USA. Przewaga magnata w niektórych z nich przekracza próg błędu statystycznego. Wszystko za sprawą afery wokół Hillary Clinton, którą w ostatnich dniach „odkopało” FBI. Biuro na nowo przyjrzy się e-mailom, które przechodziły przez służbową skrzynkę byłej sekretarz stanu. Skrzynkę, której serwery Clinton trzymała w piwnicy własnego domu. FBI podejrzewa, że mogło dojść do złamania tajemnicy państwowej. Na rezultat dochodzenia musimy jeszcze poczekać; samo biuro podało w weekend, że nie zamierza postawić kandydatce zarzutów karnych, ale Amerykanie już teraz okazują brak zaufania wobec Clinton. Problem w tym, że ankiety ogólnokrajowe w USA zawsze się mylą.

Wybory w USA rządzą się zupełnie innymi prawami niż w Polsce. Tam prezydenta wybiera 538 elektorów, podzielonych pomiędzy 51 stanów. Podział nie jest równy. Te najbardziej zaludnione mają najwięcej elektorów. Na przykład Kalifornia, w którym żyje 38 milionów mieszkańców, ma 55 głosów elektorskich w wyborach.
Z kolei najmniej zaludnione stany, na przykład Wyoming lub Dakota Północna, po 3 głosy.

Wszyscy elektorzy z danego stanu głosują na prezydenta, który zdobył w nim największą liczbę głosów. Czyli jeśli w stanie Arizona, kandydat zdobędzie 51 procent wszystkich głosów z Arizony, automatycznie zdobędzie wszystkie 11 głosów elektorów tego stanu. Taka rozgrywka odbywa się w każdym z 51 stanów (a właściwie w 49 – w przypadku Maine i Nebraski, zwycięzca ma zagwarantowane tylko 2 głosy). Magiczna liczba to 270 – tyle trzeba zdobyć, żeby zasiąść w fotelu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dlatego sondaże ogólnokrajowe są mało dokładne. Należy patrzeć na sondaże w poszczególnych stanach.

Według wyników ankiet zebranych przez portal Realclearpolitics.com, Clinton wygrywa w 17 stanach, podczas gdy Trump w 21 stanach. Mamy więc 1:0 dla Trumpa? Absolutnie nie. 17 stanów Clinton daje jej aż 216 głosów elektorskich, podczas gdy Trump ma ich w tym momencie 164. Republikanin ma duże poparcie
w mniej zaludnionych stanach centralnej i południowej Ameryki, które – wbrew sondażom - nie dają mu jeszcze zwycięstwa.

Wszystko rozegra się więc w pozostałych 13 stanach, gdzie żaden z kandydatów nie ma istotnej przewagi. Rzecz jasna, głosy elektorów są rozłożone nierównomiernie. Na przykład zwycięstwo na Florydzie da aż 29 głosów, a w Iowa tylko sześć:

Stan (okręg wyborczy)

Liczba głosów elektorskich

Floryda

29

Pensylwania

20

Ohio

18

Michigan

16

Georgia

16

Północna Karolina

15

Arizona

11

Kolorado

9

Nevada

6

Iowa

6

Nowy Meksyk

5

New Hampshire

4

Maine

2

Maine CD2

1

Łatwiejsze zadanie ma dziś Hillary Clinton, której do wygranej brakuje 54 głosów. Trumpowi dwukrotnie więcej. Republikanin potrzebuje zwycięstwa najlepiej we wszystkich pięciu największych stanach oraz wygranej w jednym lub dwóch mniejszych. Wystarczy jednak, że demokratka wygra w dwóch stanach z pierwszej piątki, a Trump będzie mógł pakować walizki.

Czy wszystkie karty są już rozdane? Z pewnością nie – w innym razie Clinton nie prowadziłaby tak aktywnej kampanii w ostatnich dniach. Demokratka wie, że jej popularność ostatnio topnieje w oczach. Jeszcze 30 października Clinton miała w kieszeni aż 262 głosy elektorskie. A to oznacza, że w ostatnich tygodniach straciła kilka „swoich” stanów. Na przykład Michigan, które gwarantowało jej aż 16 głosów elektorskich. I może stracić kolejne. W centrum uwagi są zwłaszcza trzy: Virginia, Wisconsin i Minnesota, które łącznie dają 33 głosy elektorskie. Przewaga Clinton jest w nich już niewielka.

Podsumowując: rzeczywistość nie jest tak kolorowa dla Donalda Trumpa, jak pokazują ogólnokrajowe sondaże. Pierwszą kandydatką na fotel prezydenta USA jest tak naprawdę Hillary Clinton, która – zgodnie z sondażami stanowymi – już teraz może liczyć na 216 głosów elektorskich. Utrzymanie tego wyniku może być jednak trudne. Po pierwsze, musi przekonać do siebie kilka nadal niezdecydowanych stanów, a zarazem zatrzymać spadek poparcia w tych, w których wcześniej zyskała przewagę. Być może sprzyjać jej będzie wiadomość z weekendu, że FBI nie postawi jej zarzutów karnych.

W tej rzeczywistości muszą się odnaleźć inwestorzy na rynku metali szlachetnych. Ceny kruszców mają za sobą kilka dni solidnych wzrostów. Notowania rosły wraz z popularnością Donalda Trumpa (a mówiąc wprost – z zamieszaniem wokół skrzynki mailowej Hillary Clinton). Warto jednak dodać, że inwestorzy doskonale wiedzą, że jego pozycja jest tylko trochę lepsza i nadal od fotelu prezydenta dzieli go przepaść. Nie można więc powiedzieć, że wygrana Trumpa „jest w cenach złota”. W cenach jest tylko nieco większe prawdopodobieństwo jego zwycięstwa. Jeśli więc to republikanin wygra, notowania złota powinny istotnie zyskać. Jeśli zaś zwycięży dotychczasowa faworytka, korekta ostatnich wzrostów powinna być raczej niewielka.

Inną prognozę przedstawił międzynarodowy bank HSBC. „Kupuj złoto, niezależnie kto wygra” - zalecają analitycy na kilka dni przed wynikami wyborów. Ich zdaniem posiadacze złota to jedyna grupa inwestorów, która zyska po 8 listopada. Oczywiście mocniej, jeśli wygra Trump. Według prognoz HSBC, złoto osiągnie wartość 1500 dolarów. W przypadku wygranej Clinton, uncja do końca roku wzrośnie do 1400 dolarów.

Dlaczego? Analitycy przewidują, że Demokraci zdobędą nie tylko fotel prezydenta, ale również odwrócą układ sił w Kongresie. Przypomnijmy, że w obu izbach – w Senacie i Izbie Reprezentantów, obecnie większość mają Republikanie, którzy blokują inicjatywy Baracka Obamy. Jeśli prognoza HSBC się sprawdzi, Clinton będzie mogła wcielać w życie swoje najbardziej socjalne idee i koncepcje. Wzrost wydatków państwa przełoży się na większy deficyt kraju oraz osłabi dolara. Fundamentalnie będzie to więc świetna wiadomość dla posiadaczy złota.

Świat pozna decyzję Amerykanów już jutro. Posiadacze złota, którzy traktują metal jako inwestycję krótkoterminową, mogą spać spokojnie. Rezultat nie powinien spowodować większych spadków cen kruszcu, a nawet może przełożyć się na umocnienie notowań. Tym bardziej spokojnie mogą się czuć inwestorzy długoterminowi. Nowy prezydent USA oznacza dla nich albo masowy wzrost wydatków, albo początek polityki protekcjonistycznej, której kierunek zna tylko sam kandydat. W obu przypadkach, to doskonałe środowisko do wzrostu popytu na złoto.

Leszek Koprowicz

Ekspert rynku metali oraz kamieni szlachetnych

Mennica Staropolska


POLECANE

ZŁOTE ZASADY MENNICY STAROPOLSKIEJ

Bezpieczeństwo zakupów - certyfikat SSL -
Wygodne formy - płatności i dostawy -
100% - gwarancja odkupu -