KURSY CEN aktualizacja co minutę
ZŁOTO
SREBRO
544 544 544
Zamknij
Produkty w koszyku

BRAK PRODUKTÓW W KOSZYKU

Wynajem kontra inwestycja w złoto

Zakup nieruchomości pod wynajem, czy inwestycja w złoto? To jeden z częstszych dylematów, przed jakim stają inwestorzy. Prześwietlamy obie opcje.

Nieruchomości nigdy nie tracą na wartości – to jedna z najpopularniejszych tez, którą posługiwali się inwestorzy w USA. No właśnie, posługiwali. Upadek Lehman Brothers, a później wybuch kryzysu finansowego diametralnie zmienił opinię na ten temat. Amerykanie przesadzili z kredytami i w pewnym momencie przestali spłacać zobowiązania, również te hipoteczne. W efekcie banki zostały z pulą pustych domów i mieszkań. Zbyt duża podaż i brak chętnych do zakupu sprawiły, że rynek nieruchomości się załamał. Puste domy do dzisiaj straszą ulice niektórych stanów.

W Polsce echa amerykańskiego kryzysu były inne. Owszem, deweloperzy zaliczyli załamanie formy, jednak ciężko mówić o krachu jak za Oceanem. Tymczasem w mediach czytamy, że nadal brakuje setek tysięcy, a nawet ponad miliona mieszkań. Wszystko przez to, że Polacy mieszkają w zbyt ciasnych i przeludnionych lokalach. Dlatego póki co nie grozi nam podobne załamanie. Można więc założyć, że zakupiona dzisiaj nieruchomość, za dziesięć lat przynajmniej utrzyma swoją wartość.

Niestety, diabeł tkwi w szczegółach. To, co sprawdzi się w przypadku kawalerki lub dwupokojowego mieszkania w pobliżu centrum Warszawy lub Krakowa, może okazać się błędne dla 90-metrowego M3 w Toruniu lub na przedmieściach Łodzi. Nie dość, że cena nieruchomości może nie wzrosnąć, to na sprzedaż będziemy musieli poczekać dodatkowe dwa lata. Zwyczajnie nie będzie chętnych.

Mieszkanie musi „pracować”

Nikt kto dzisiaj zastanawia się nad zakupem nieruchomości, nie myśli „trzymać” jej przez 10 lat. Nawet jeśli okażemy się wielkimi szczęściarzami i jego cena wzrośnie o 20 procent, to w ciągu 10 lat da to zaledwie 2 procent rocznie. W dodatku całość i tak skonsumują stałe koszty czynszu. Lepiej (i o wiele bezpieczniej!) zainwestować w obligacje Skarbu Państwa. Dlatego mieszkanie musi na siebie zapracować. Celem jest wynajem, najlepiej za jak najwyższy czynsz i na najdłuższy możliwy okres.

Przewagą nieruchomości nad złotem jest fakt, że nieruchomość wypłaca odsetki. Ona „pracuje”, ponieważ podnajmujący co miesiąc płacą czynsz. Problem w tym, że razem z mieszkaniem, pracuje też właściciel. Dobrze, jeżeli raz na jakiś czas przyjdzie z wizytą i sprawdzi jego stan. Niefrasobliwi lokatorzy mogą na przykład zalać podłogę i tego nie zgłosić. Warto tego dopilnować, ponieważ ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania, jeśli szkoda przez dłuższy czas była zaniedbana.

Najgorzej jest oczywiście w okresach przestoju, czyli kiedy trzeba znaleźć najemców. Jeśli kupiliśmy kawalerkę w okolicy centrum lub uczelni, nasza praca ograniczy się do wybrania chętnych i podpisania umowy. Jeśli wybraliśmy nieco gorzej, lokatorów trzeba będzie niestety poszukać. W praktyce oznacza to kilka tygodni prezentacji mieszkania potencjalnym najmującym. Dlatego trzeba się przygotować, że średnio raz na miesiąc będziemy musieli odwiedzić naszą inwestycję. Pół biedy, jeśli kupiliśmy ją w Warszawie, gdzie sami mieszkamy. Gorzej, jeśli do mieszkania musimy dojechać z innej miejscowości. Wtedy koszty rosną.

Ile zysku?

Załóżmy, że kupujemy nieruchomość w Warszawie. Z rynku wtórnego, całkiem niedaleko kilku popularnych uczelni. Cena nieruchomości wyniosła 300 tys. złotych, do tego dodatkowe 35 tys. złotych przeznaczyliśmy na remont. Udało nam się znaleźć najmującego, który płaci 2,5 tys. złotych miesięcznie, w dodatku jego czynsz rośnie o 2 proc. rocznie. Dodatkowo zakładamy, że dwa tysiące złotych rocznie przeznaczamy na fundusz remontowy, z którego na koniec inwestycji przywrócimy mieszkanie do pierwotnego stanu. Mieszkanie również ubezpieczamy. Dodatkowo korzystamy z tarczy podatkowej w postaci przyspieszonej amortyzacji. Po dziesięciu latach mieszkanie sprzedajemy – załóżmy, że za cenę 10 proc. wyższą niż w momencie zakupu. Dla uproszczenia obliczeń pomijamy koszty transakcyjne, takie jak opłaty notarialne i sądowe.

Rezultat? Przy uwzględnieniu inflacji na poziomie 2 proc. rocznie, zysk na czysto z takiej inwestycji wyniesie około 235 tysięcy złotych. Oznacza to, że z zainwestowanej kwoty 335 tysięcy złotych, osiągnęliśmy stopę zwrotu na poziomie ponad 70 procent. Na pierwszy rzut oka – całkiem nieźle. Z drugiej strony, to nadal 7 procent rocznie. I to przy założeniu, że uzyskamy stuprocentowe obłożenie mieszkania przez całe 10 lat, a w tym czasie nie pojawią się dodatkowe niespodzianki w postaci koniecznych remontów. Proste wyliczenie obala mit, że inwestycja w nieruchomość to prosty i wysoki zarobek.

Złoto na tle nieruchomości

Inwestycja w złoto 10 lat temu, dzisiaj przyniosłaby stopę zwrotu na poziomie ponad 150 procent. To dwukrotnie więcej niż zakup nieruchomości. Oczywiście nie ma gwarancji, że w ciągu najbliższej dekady kruszec ponownie o tyle wzrośnie. Co prawda złoto niejednokrotnie udowodniło, że w długim horyzoncie rewelacyjnie zabezpiecza wartość pieniądza w czasie. Niemniej, jak każde aktywo, podatne jest na naturalne wahania cen.

Metale szlachetne mają jeszcze dwie dodatkowe zalety, które wyróżniają się na tle nieruchomości. Po pierwsze, nie trzeba przy nich pracować. Nie trzeba ich odnawiać, sprawdzać stanu lub pilnować, żeby płaciło czynsz na czas. Jedynie, to cierpliwie czekać. Po drugie, złoto jest podzielne. Za cenę 335 tysięcy złotych jesteśmy w stanie kupić przynajmniej 65 uncjowych sztabek. Jeśli przyjdzie taka potrzeba, część z nich możemy w każdej chwili sprzedać, nie rezygnując z całej inwestycji. Tymczasem trudno sobie wyobrazić sprzedaż połowy pokoju.

Martyna Szyma

Ekspert rynku metali oraz kamieni szlachetnych

Mennica Staropolska


POLECANE

ZŁOTE ZASADY MENNICY STAROPOLSKIEJ

Bezpieczeństwo zakupów - certyfikat SSL -
Wygodne formy - płatności i dostawy -
100% - gwarancja odkupu -