KURSY CEN aktualizacja co minutę
ZŁOTO
SREBRO
544 544 544
Zamknij
Produkty w koszyku

BRAK PRODUKTÓW W KOSZYKU

Złoto rośnie drugi tydzień z rzędu. W obawie przed krachem europejskich banków?

Notowania złota zakończyły kolejny tydzień na plusie. Cena uncji doszła w piątek do 1270 dolarów i powoli zmierza w kierunku poziomów z początku października. W minionym tygodniu uwaga rynków skupiła się wokół wyników finansowych europejskich banków, a przede wszystkim Deutsche Banku. Instytucja wypracowała w trzecim kwartale zysk, podczas gdy ekonomiści oczekiwali sporej straty. Czy to oznacza, że instytucja zdołała pokonać największy w historii kryzys? Wręcz przeciwnie.

Wynik netto banku w pierwszych trzech kwartałach wyniósł ponad 500 milionów euro, podał Deutsche Bank. Była to zasługa szerokiej restrukturyzacji – w ostatnich miesiącach DB spisał sporą część aktywów na straty i zamknął część placówek - Robimy dobry postęp w restrukturyzacji banku – napisał w liście do akcjonariuszy John Cryan, prezes banku.

Wypracowane zyski są jednak tylko kroplą w morzu przyszłych potrzeb banku. Wciąż bowiem wisi nad nim kara w wysokości 14 miliardów dolarów od amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości. Pisaliśmy o tym w poprzednich komentarzach. Inwestorzy odebrali wiadomość o zysku jako dobrą monetę, ale bank najtrudniejsze ma jeszcze przed sobą. John Cryan robi więc dziś wszystko, żeby doprowadzić do ugody w USA. W innym wypadku, bank najprawdopodobniej upadnie. Spójrzmy na jego bilans – rezerwa utworzona w celu pokrycia ewentualnej kary wyniosła w trzecim kwartale 500 mln euro. To zaledwie jedna trzecia tego, co oczekiwali ekonomiści. Innymi słowy, DB absolutnie nie jest gotowy na karę Departamentu Sprawiedliwości.

Deutsche Bank to nie jedyna instytucja, która spędza sen z powiek europejskim inwestorom. Kłopoty sektora bankowego wybiegają daleko poza niemiecki bank. Czarne chmury od dawna zbierają się nad Włochami. Tamtejszy system bankowy jest jak bomba z uruchomionym zegarem. Międzynarodowe instytucje twierdzą, że jakość włoskich aktywów jest najgorsza w Europie. Wszystko przez to, że banki nie przeszły takich reform jak choćby w Hiszpanii. Po kryzysie zadłużeniowym w 2011 roku, liczba hiszpańskich banków z 55 spadła do 14. W zamian powstał SAREB, czyli tak zwany „zły bank”. Przejmował toksyczne aktywa, głównie kredyty hipoteczne, od pozostałych instytucji finansowych w zamian za obligacje skarbowe.

Włosi ostatni kryzys przespali i dopiero teraz zabierają się do naprawy systemu. Droga, którą poszli Hiszpanie wzbudza nadzieje, ale niestety jest już zamknięta. Hiszpania poprosiła o pomoc Unię Europejską, która przelała na konta czterech największych banków blisko 40 miliardów euro z kieszeni podatników. Coś, co było możliwe cztery lata temu, dzisiaj wydaje się nie do pomyślenia. Popularność i zaufanie Europejczyków do Wspólnoty są dziś najniższe w historii i żaden polityk nie ryzykowałby forsowania pomocy dla Włochów. Zwłaszcza, że od niedawna funkcjonuje dyrektywa, która nakazuje rządom szukać pomocy dla banków wśród ich akcjonariuszy i wierzycieli, a nie w kasie Wspólnoty lub kieszeniach podatników. Banki muszą więc radzić sobie same, bez pieniędzy Unii Europejskiej i drenowania krajowego budżetu.

Tymczasem zegar tyka coraz szybciej. Kiedy w lipcu tego roku agencja ratingowa Fitch przeprowadziła stress-testy, okazało się, że włoskie instytucje wypadły w nich najgorzej. Aktywa tamtejszych banków okazały się najgorsze na kontynencie (nie licząc Grecji i Portugalii, które nie wzięły udziału w badaniu). Na czele niechlubnej stawki stał Monte dei Paschi di Siena. Analitycy oszacowali, że gdyby nadeszła recesja, kapitały własne banku nie wystarczyłyby na pokrycie aktywów. Wyniki stress-testów rozpętały prawdziwą burzę wokół banku z Sieny, którego akcje spadły o 80 procent. Najstarszy i działający do dzisiaj bank na świecie ruszył z działaniami naprawczymi. Sprzedaje portfele złych długów międzynarodowym funduszom inwestycyjnym, zamyka setki oddziałów i zwalnia tysiące pracowników.

Problemem Monte dei Paschi di Siena oraz pozostałych banków we Włoszech nie są jednak pracownicy, ale przede wszystkim niespłacane długi. Tamtejszy bank centralny podaje, że łączna wartość wierzytelności niepracujących na bilansie sektora to 850 miliardów złotych. Nie trzeba nikomu mówić, że kwota jest astronomiczna. Stanowi aż 15 procent całego portfela kredytowego banków – innymi słowy, we Włoszech co siódmy kredyt nie zostanie spłacony. W Polsce wskaźnik wynosi niewiele ponad 7 procent. W Hiszpanii, już po reformach – niecałe 10 procent. Na domiar złego, włoska gospodarka rośnie bardzo wolno. Tempo wzrostu PKB w ciągu ostatnich dwóch lat nie wyszło powyżej procenta. W miejscu stoi też bezrobocie, które wynosi nadal wysokie 11 procent. Nic więc nie wskazuje, żeby portfele Włochów w najbliższym czasie zaczęły pęcznieć, a ci szturmem ruszyli w kierunku banków i zaczęli spłacać zaległe długi. Wszystko więc wskazuje, że widmo załamania włoskiego sektora bankowego pozostanie bardzo prawdopodobne.

Maksyma mówiąca "pewne jak w banku" traci w takich sytuacjach bardzo mocno na aktualności, czego efektem powinien być zwrot w kierunku bezpieczniejszych "przystani" dla lokowania zaoszczędzonego przez lata kapitału - eksperci z zakresu doradztwa finansowego powatrzają jak mantrę, że od 15-30% zgromadzonych funduszy najlepiej lokować w złoto lub inne fizyczne dobra np. brylanty.

Martyna Szyma

Ekspert rynku metali oraz kamieni szlachetnych

Mennica Staropolska


POLECANE

ZŁOTE ZASADY MENNICY STAROPOLSKIEJ

Bezpieczeństwo zakupów - certyfikat SSL -
Wygodne formy - płatności i dostawy -
100% - gwarancja odkupu -